Jakub Ćwiek - Ciemność płonie

Ciemność płonie to wznowienie wydanej w 2008 roku przez Fabrykę Słów intrygującej powieści Jakuba Ćwieka. Wydanie jej przez krakowskie wydawnictwo Sine Qua Non z pewnością ucieszy fanów autora, bowiem pierwsze wydanie osiąga w drugim obiegu zawrotne ceny, a w pierwszym już od dawna jest niedostępne.
Nowa okładka, materiał dodatkowy, którego nie było w pierwszym wydaniu - swoiste wspomnienia warsztatowe, opatrzone tytułem Opowieści dworcowe - oraz stary, dobry Ćwiek, który pokazuje, że doskonale bawi się popkulturą, a jego powieści zawierają w sobie wszystko, czego wymaga dobra literatura rozrywkowa.




Powieść Ciemność płonie jest wyjątkowa w twórczości Kuby z kilku powodów.
Pierwszym jest fakt, że autor w swojej książce unieśmiertelnił stary budynek katowickiego dworca. Miejsce obecnie nieistniejące, przy premierze powieści kilka lat temu czytelnicy mogli jeszcze odwiedzić, zobaczyć, poczuć klimat miejsca. Teraz już jest to niemożliwe, budynek zniknął z mapy i krajobrazu, a Ćwiek swoją książką wystawił mu swoisty pomnik. I sprawił, że - choć na chwilę, na czas lektury - możemy się tam znaleźć. Czy chcemy, to już zupełnie inna historia. Bowiem Katowice Główny to nie jest przyjemne miejsce. Nie jest przyjemne dla tych, którzy muszą tam żyć, nie mając innego miejsca. Bezdomni, włóczędzy, życiowi rozbitkowie i uciekinierzy, próbujący ukryć się tu przed własną przeszłością. Jednocześnie jest to dla nich jedyne bezpieczne miejsce, bowiem, kiedy zapada zmrok, tylko tu nie ma wstępu Ciemność. Swoista gra,jaką wspomniana, tytułowa Ciemność rozgrywa z wybranymi jest formą czyśccowego odpokutowywania grzechów. Ofiary nie są jeszcze całkowicie potępione, jeszcze nie trafiły do Piekła, jeszcze walczą, próbując uciec przed demonami przeszłości. Jednak to, że stają co noc oko w oko z demonami własnej przeszłości jest wymownym przypomnieniem tego, co zrobili. Tylko budynek dworca jest - póki co - bezpieczny, a jego ściany wyznaczają cienką granicę, przez którą zło kryjące się w Ciemności przekroczyć nie może. Albo nie chce, bowiem dziwaczna relacja pomiędzy nią, a jej ofiarami zdaje się opierać na tworzonych przez nią samą - lub coś nadrzędnego - zasadami. Tajemnicze monety-talizmany zdają się być potwierdzeniem tej tezy. Są symbolem przekleństwa, ale jednocześnie odkupienia. A ich przekazanie komuś może nas uwolnić lub zniewolić. W zależności, czy jesteśmy obdarowywanymi czy darowującymi.
Kolejnym powodem, przez który Ciemność płonie jest powieścią wyjątkową to fakt, że na czas jej powstawania Ćwiek zamieszkał na katowickim dworcu. Żył z bezdomnymi, jadał z nimi, spał na dworcowej ławce, funkcjonował w dworcowym życiu dzień po dniu, by nadać swojej horrorowej opowieści jak najwięcej realizmu. I udało mu się to doskonale, dzięki czemu powieść nabiera wyjątkowego wymiaru. Z jednej strony mamy tu mroczną, fantasmagoryczną historię o grzechu i odkupieniu, a z drugiej realistyczną opowieść o dworcowym życiu bezdomnych. Obydwa wątki przeplatają się, doskonale uzupełniając, choć sam motyw rozgrywki prowadzonej przez Ciemność jest zbyt nieokreślony. Nie do końca tajemnica została wyjaśniona. Czym jest Ciemność? Piekłem? Bramą do niego? Czyśćcem, który zmusza nas do dokonania wyboru - jaką cenę zapłacimy za nasze uwolnienie? Czy przerzucimy przekleństwo na kogoś innego, czy z pokorą poniesiemy konsekwencje naszych czynów (Tadeusz)? Czy może jest jeszcze inna, trzecia ścieżka (Literat), pogodzenia się z własnym losem i odejścia z dworca, jednocześnie bez powrotu do dawnego życia. Do którego, po dworcowych doświadczeniach, wrócić już się nie da?

Ciemność płonie to dobra historia obyczajowa (bezdomni) jednocześnie dobra opowieść grozy. Dobrze, że została wznowiona i trafi do szerszego grona czytelników.
Duże brawa dla wydawcy za nową okładkę. Wg mnie dużo lepiej oddaje ona klimat i fabułę powieści, niż jej poprzedniczka z pierwszego wydania.
Opowieści dworcowe to kilka prawdziwych historii, anegdot i wspominek autora z czasu, kiedy zbierał materiały do napisania tej książki. Fajnie wzbogacają materiał, choć szczerze mówiąc nie są na tyle znaczące, by warto było zaopatrywać się w nowy egz. jeśli ma się stare wydanie. Ale przeczytać ją warto. Przypominają w swoim tonie często publikowane przez Ćwieka na facebooku wspomnieniowe historie - anegdoty, które czyta się z przyjemnością i trochę zazdrości pokręconego, rock'n'rollowego życia.
Reasumując - jeśli lubicie Ćwieka, to warto sięgnąć po tę książkę. Bo to nie tylko dobry pisarz, ale koleś, który doskonale wie, co w popkulturze piszczy i umie się tymi motywami bawić. Pisarstwo Ćwieka to rozrywka i tak powinna być traktowana. Do literackiego Nobla nie pretenduje - i całe szczęście, bo wtedy zupełnie nie dałoby się go czytać.
Polecam!




Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

Komentarze

Muszę w końcu się zapoznać z tym autorem.