Gorefikacje - antologia

Zapowiadana jako pierwsza polska antologia horroru ekstremalnego z pewnością nie trafi do wszystkich. Bowiem mało kto zdoła znieść taka ilośc makabry, brutalności, krwi, wnętrzności, fekaliów i wyuzdanego seksu, jaką zaserwowali nam autorzy zbioru.
Z cała pewnością ta antologia nadaje się tylko dla ludzi o bardzo mocnych żołądkach. ja będę ja odchorowywał co najmniej kilka dni. Ale - paradoksalnie - to wszystko świadczy o jej wysokim poziomie i o tym, że mimo wysoko postawionej poprzeczki autorzy podołali zadaniu.
Kain w sumie mnie nie zaskoczył. jego otwierający zbiór "Talidomid" to mieszanka groteski, makabry i bardzo czarnego humoru. Jak na niego, to nawet dość lajtowo, czytałem dużo "gorsze" rzeczy. Ten jeden z ojców polskiego bizarro przyzwyczaił już czytelników do tego, co potrafi. W podobnym, nieco ironicznym tonie zaserwował nam historię Grzegorz gajek w "Po jednemu".
"Wyrzygać dusze" Radeckiego to zamknięta w makabrycznej opowieści historia death metalu w naszym kraju. Bardzo dobre warsztatowo, dla mnie osobiście miało za mało fabuły. Jednak w konwencję antologii wpisuje się doskonale.
Sylwia Błach - jedyna przedstawicielka płci pięknej w tej afirmacji literackiego obrzydlistwa - zaserwowała nam typowo kobiecą (sic!) opowieść o damskiej zemście, gdzie wykorzystany został wszechobecny męski popęd seksualny.  Fajnie napisane, z interesującym zakończeniem - ten tekst z pewnością zasługuje na uwagę. Podobnie, jak kolejna historia o przewrotnym sposobie na zemstę - "Aż po grób, a nawet dalej" Karola  Mitki.  
"Dziewczyna, która miała w sobie coś więcej" Grzywacza, "Świątynia" i "Puszka coli" Tomasza Czarnego, "Pozory mylą" Krzyśka T. Dąbrowskiego,  "Od 5:00 do 9:00" Rafała Christa - to teksty najprostsze pod kątem pomysłu, najbardziej tendencyjne, ale najsilniejsze obrazowo, epatujące największą ilością makabry, najdosadniej identyfikujące specyfikę antologii.
Do tego wszystkiego należy pamiętać o quasi-poetyckim,  krótkim "Ibidem" Matei czy  dłuższym, ale świetnym "Drżeniu" Marcina Rojka.
Pawła Waśkiewicza - Coraz większe ryby w akwarium" (świetna historia sensacyjna, przeplatana umiejętnie makabrą), "Święte mięso" Marka Grzywacza i "Jajko niespodzianka" Tomka Siwca to - moim zdaniem - najmocniejsze teksty zbioru. Najlepiej dopracowana fabuła, najbardziej wciągające, choć może i nie najbardziej makabryczne. Ale na pewno na swój sposób chore. I tak trzymać!
"Pornopolis" Kulety jest dokładnie w jego stylu; kto zetknął się już z jego prozą będzie wiedział, czego się spodziewać. kto jeszcze jego prozy nie zna - niech jakiś bóg ma was w swojej opiece.

Reasumując (mam nadzieje, ze o nikim nie zapomniałem i nie obudzę się jutro z wnętrznościami na wierzchu) polski horror ekstremalny ma się dobrze.
Trochę mam wątpliwości, czy to aby na pewno taka pierwsza antologia w naszym kraju. Równie mocne teksty pojawiły się już przecież w "Czarnej kokardzie" Grabarza Polskiego (kto ma, kto pamięta?), choć tam na pewno teksty były bardziej przemieszane, a tu mamy stricte horror gore.
Jednak dla tych, którym się podobało - ludzie, jesteście chorzy..., hm, witam w klubie) zwrócę uwagę na fakt, że mamy już jednego bardzo dobrego autora ekstremalnego horroru, idącego w ślad za takimi gwiazdami jak Ketchum, Lee, Masterton czy Everson.
Jest nim nikt inny, jak Adam Zalewski, który zaczynał jak dla mnie dość słabo już w powieści "Grizzly" mocno i umiejętnie rozpisywał się o kanibalach, a jego zbiór opowiadań "Sześć razy śmierć" to z pewnością pozycja "musiszmieć" dla każdego miłośnika literackiego gore.




A sama antologię możecie znależć tu:
http://wydaje.pl/e/gorefikacje
Całkiem za free, w formacie, jaki chcecie!

Komentarze

Anonimowy pisze…
Hmm... Ja zazwyczaj spokojnie znoszę krytykę (czyt.mam ją w nosie), bardzo pilnie wczytuję się w krytykę konstruktywną (bo ciągle się trzeba doskonalić, a mnie do ideału bardzo daleko ;)). Ale jak ktoś nie kuma moich tekstów, zwłaszcza tak prostych, to albo przeczytał je po łebkach, albo wcale. Lub nie dokończył. Mariusz! O czym jest "Wyrzygać duszę"? Cholera, ja rozumiem, że wiele osób nie zrozumiało "Imperium Robali". To nie był łatwy tekst. Ale tutaj jest jak dziad krowie na rowie, a Ty wyskakujesz z historią death metalu w Polsce. Dżizas! Ręce opadają.
Pozdrawiam
Łukasz Radecki (Shadock)
Cóż, dawno już nie bawię się w grę "co autor miał na myśli", tylko komentuję to, co ja widzę w tekście. Nie twierdze, że o to właśnie ci chodziło, ale ja tak to widzę, tak to do mnie trafia. Jak ktoś ma inne odczucia - ok, ma prawo.Dla mnie ten tekst jest tym, czym jest - nic na to nie poradzę. Po komentarzu przeczytałem go ponownie - i odczucie mm takie samo, to odczucie nasuwa mi się najmocniej i nic nie poradzę, że intencje Autora były inne. Tak się składa,że nigdy nie piszę o czymś, czego nie czytałem, nie dokończyłem. A że nie zawsze piszę to, co Autor chciał usłyszeć, to już całkiem inna historia. To są moje subiektywne opinie i postrzeganie danych treści przeze mnie. Nie zawsze pokrywają się z intencja Autora, ale to w literaturze i opiniowaniu raczej normalne. Chociaż, może się mylę? Pozdrawiam.
Dzięki za ciepłe słowa ;)
Anonimowy pisze…
Ależ mi kompletnie nie zależy na dobrej czy złej opinii z Twojej strony. A tym bardziej, żebyś pisał to co chcę usłyszeć. Zwracam tylko uwagę na fakt, że pisząc takie streszczenie utworu równie dobrze mógłbyś napisać, że "Siedem" jest o historii Biblii w Stanach Zjednoczonych, a "Carrie" o problemach menstruacyjnych dziewcząt w latach 70-tych XX-wieku. Jak pisałem, nie mam nic przeciwko krytyce. Ale wypaczanie kontekstu moich tekstów jednak mnie drażni. Pisząc takie rzeczy nie mnie wystawiasz opinię :)Ale jak piszesz takie rzeczy na blogu są całkiem normalne, więc baw się dobrze.
Pozdrawiam.
Łukasz
CAT pisze…
Powtórzę to co napisałam na facebooku... Antologia naprawdę mocna. Momentami czułam się naprawdę zszokowana. Chyba dlatego, że nie spodziewałam się po rodzimych twórcach tak dosadnych wizji w klimatach gore... Najbardziej podobały mi się trzy opowiadania: "Święte mięso" Marka Grzywacza, "Wyrzygać duszę" Łukasza Radeckiego (zgadzam się z autorem - opowiadanie ma dużo głębszy sens i nie jest to dla mnie historia death metalu ;-)) i "Pozory Mylą" Krzysztofa T. Dąbrowskiego. Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości pojawi się kolejna antologia tego typu. Pozdrawiam!
Paulina pisze…
Jestem w połowie antologii i choć średnio mi się podoba, to jeśli chodzi o "Wyrzygać duszę" rzeczywiście opis w recenzji jest nieco chybiony. To raczej opowieść o tym, w jaki sposób - poprzez muzyczną ekspresję - roznoszą się wieści o Szatanie (przynajmniej z punktu widzenia głównego bohatera) i w jaki sposób teksty pewnych kapel mogą wpływać na osobowość ich fanów poprzez gloryfikację zła, brak poszanowania dla życia i Boga, propagowanie agresji i nieczystych myśli. Czyli słowem - jeśli Twoje dziecko słucha Cannibal Corpse to wiedz, że coś się dzieje ;)
Paulina pisze…
Ostra antologia! Lubię gore, lubię horror, ale w "Gorefikacjach" nie każde opowiadanie wpisało się w mój gust, niektóre, miałam wrażenie, zostały napisane dla samego gore. Napisać o fekaliach, ropie, bebechach to jedno, ale ubrać to w fajną historię z fabułą, to co innego. Jeśli mogę posłużyć się porównaniem, to: niektóre opowiadania są jak porno. Większość filmów porno to porno i nic więcej. Ale są też pornosy z fabułą ;) Ot, tak mi się skojarzyło. :)
Miałem już nie wracać do tematu 'Wyrzygać duszę", ale skoro sam ten temat wciąż powraca, to wyjaśnię. Nie odmawiam Łukaszowi Radeckiemu umiejętności pisarskich, ani tez jego opowiadaniu głębi. Do mnie po prostu ten tekst nie trafił, a skupienie się na muzyce, nazwach zespołów, tekstach przesłoniło - w mojej subiektywnej opinii wydźwięk całości. Nie zwykłem chwalić na siłę, byle tylko chwalić. Skojarzenie wobec tego tekstu mam takie, a nie inne, choć przez moment nawet nie uzurpuję sobie prawa do twierdzenia, że moja opinia jest wyczerpująca i jedyna słuszna. Nigdy tez nie sugerowałem, by tekstu owego nie czytać. Wspomniałem o nim, bo autor jest znaczący dla polskiej grozy i znacząca jest jego obecność w tej antologii. A to, że jego opowiadanie do mnie akurat nie trafiło, nie umniejsza wagi jego znaczenia dla wydźwięku całego zbioru. A sformułowanie "historia death metalu w Polsce" nie jest wyrażeniem dosłownym, w rozumieniu publikacji tematycznej, encyklopedycznej noty, czy artykułu prasowego. Akcentuje tylko to, co najmocniej zwróciło moją uwagę w tekście. Gdzieś, między wierszami jest fabuła, ale mnie właśnie death metalowe wzmianki i wtrącenia uderzyły najbardziej.
Ale, abstrahując od dyskusji i moich nadziei, że Łukasz R. całkiem się na mnie nie obraził za moja opinię (szczerą, acz dość - jak widać - niefortunną), to mam bardzo subiektywny i wymierny zysk, z tej oceny. A mianowicie liczne komentarze i wpisy - czasem odżegnujące mnie od czci i wiary :), dzięki czemu odwiedzalność bloga wzrasta. A to jednak zawsze cieszy.

Popularne posty