Michał Gacek - Endemia

Jeśli szukacie prozy lekkiej , prostej i łatwo przyswajalnej, to odłóżcie grzecznie tę książkę i idźcie dalej, nie oglądając się za siebie.
Jeśli jednak poszukujecie mocnej, pełnokrwistej literatury, która zmusi was do wysiłku i zmierzy z niewyobrażalnym koszmarem, zmuszając do pogrążenia się na czas lektury w szaleństwie i strachu, to zapraszam. Endemia ma wszystko, czego potrzebujecie.

Kniecieniec to dziwna mieścina. Od upadku zakładów chemicznych, które dawały nadzieję rozwoju i poprawy sytuacji marnieją w oczach i wraz z upływem lat stają sie jeszcze bardziej dziurą zabitą dechami.
Życie płynie tu swoim, powolnym rytmem, a ludzi są nieufni wobec obcych. Niby wioska, jakich wiele, ale jednak Kniecieniec to mieścina wyjątkowa. Bowiem tajemnicze zdarzenia, jakie nawiedzają ją co 5o lat czynią wioskę bardzo nietypową... Zbiorowe halucynacje, plagi zdeformowanych żab spadajacych z nieba, niczym z plagi egipskiej  i irracjonalne zachowania mieszkańców to jednak tylko niewielki przyczółek szaleństwa i mrocznej tajemnicy, jaką kryje w sobie wioska i leżące nieopodal jezioro...

Świetny rys psychologiczny postaci, których losy splatają się oczywiście w naszej wiosce, uzupełniają dobrze mroczny, duszny klimat kreowany przez autora na wzór lovcraftowskich historii. Fabuła  - z pozoru klasyczna i prosta, potrafi zainteresować i trwamy w napięciu do ostatnich stron powieści, na których Gacek serwuje nam krwawy finał i zakończenie, jakiego nikt by się nie spodziewał.
Bohaterowie są na tyle autentyczni, że potrafimy w nich uwierzyć, a sekret kryjący się w wiosce jest tyle przerażający, co fascynujący, nie pozwalając się od lektury oderwać.
Trochę w Endemii odnajduję nieżyjącego już niestety Jarka Moździocha (Maska Luny), bo trochę w jego stylu są motywy folkowe i duszna, mroczna atmosfera kreowana przez Michała Gacka. Jednak najmocniej proza krakowianina tchnie  - moim skromnym zdaniem - Ramseyem Campbellem i jego zamiłowaniem do starannego języka i precyzyjnego kreowania portretów psychologicznych i relacji emocjonalnych między bohaterami.
Reasumując te porównania, Gacek łączy w swojej prozie psychologiczną i językową staranność Brytyjczyka z dynamizmem i siłą wyrazu  z twórczości autora "Maski Luny".

"Endemia" to nie jest książka dla każdego. Ale wymagający czytelnik horroru powinien się z nią zmierzyć, choćby po to, by przekonać się, że nie tylko za oceanem piszą dobrą, mocną literaturę i że horror nie kończy sie tylko na Kingu i Mastertonie.







Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorowi.

Komentarze

Sad Statue pisze…
Zdecydowanie czuję się zachęcony. Od czasu do czasu lubię przeczytać coś lżejszego, ale czasem trzeba też zmusić mózg do pracy na nieco wyższych obrotach. No i ambitniejszy tytuł, daje nieporównywalnie większą satysfakcję.
Zgadzam się w całej rozciągłości :)