Tomasz Jacek Graczykowski - Przypadek Morrowa

Kiedy otrzymałem tę książkę, najpierw przeczytałem prolog, a później odłożyłem ją na chwilę, by dokończyć bieżące lektury. W tym czasie, w oparciu o tytuł i początek powieści zacząłem kojarzyć tę ksiązkę z thrillerami sensacyjnymi w stylu "XIII" Rosińskiego/ Van Hamme'a. Wrażenie to było jednak zupełnie mylne - ale na plus dla fabuły.
Akcja dzieje się w małym miasteczku, a główny bohater - syn sławnego pisarza i brat równie popularnej pisarki, klasyczny zbuntowany nastolatek i fan książek oraz ciężkich brzmień muzycznych musi zmierzyć się z tajemniczym prześladowcą, który zarzuca mu jakieś - bliżej nieokreślone winy z przeszłości, za które chce go ukarać. Rozpoczyna się gra. Gra niebezpieczna, tajemnicza, w której ucierpieć mogą najbliżsi naszego bohatera...
Nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły, ponieważ historia jest na tyle ciekawa, że naprawdę potrafi wchłonąć czytelnika (ja sam przeczytałem książkę w ciągu dwóch dni), jednak niektóre wątki z pewnością nie zostały dostatecznie wyeksploatowane. Ale o tym później.
Główny bohater. Na początku jego keacja wydawała mi się mocno naiwna i przerysowana, jednak dzięki narracji pierwszoosobowej zacząłem szybko odczuwać, że tak właśnie miało być. Nasz bohater ma być takim przerysowanym idealistą, w okresie buntu młodzieńczego. Sama - pamiętam dobrze -  czułem się podobnie i miałem zbliżone spojrzenie na świat. Skoro bohater sam, jako narrator opowiada o sobie w taki właśnie sposób, całość wypada dużo bardziej naturalnie, niż gdyby taki sam opis autor zaserwował nam w trzeciej osobie.
Atmosfera osaczenia w powieści kreowana jest na tyle sugestywnie, bysmy sami - czytając - czuli się w jakiś sposób przytłoczeni. Wiele pobocznych wątków (zwłaszcza pamiętnik seryjnego mordercy i narastająca agresja przyjaciół głównego bohatera) dobrze wikłają fabułę, byśmy nie za szybko poznali prawdę i odkryli tajemnicę. Do tego wplecione wątki typowej opowieści o dojrzewaniu, rodzeniu się uczucia pomiędzy dwojgiem młodych ludzi, funkcjonowanie "innego" od swych rówieśników nastolatka nadają powieści atmosfery realizmu i autentyczności.
Książka ma jedną wadę. Kończy się zbyt gwałtownie. Choć dobrym, pomysłowym zakończeniem, to jednak finał następuje zbyt nagle i odnosi sie wrażenie, za autor w pewnym momencie doszedł do wniosku - mam dość. Czas kończyć pisanie. Nie wszystkie wątki są dostatecznie wykorzystane, niektóre mają dużo większy potencjał, który gdzieś się zapodział. Miałoby się ochotę czytać dalej, a tu cały spektakularny finał zawiera się na ledwie dwóch trzech stronach.
Ogólnie rzecz biorąc "Przypadek..." mi się podobał - a to chyba tylko na plus dla autora, że czytelnik ma żal do książki, iż za szybko się skończyła.
Okey, są w niej błędy, są niedociągnięcia, których nie przepuściłbym zawodowcowi, ale u debiutanta zwykle przymykam oko. Graczykowski dobrze rokuje i liczę na to, że jego kolejna książka będzie pozbawiona wad "Przypadku Morrowa" , będzie bardziej dopracowana.
Powieść ta stylem mocno przypomina mi książki Zalewskiego (Rowerzysta, Grizzly). Tu tak samo mamy mocno przerysowany świat, który wchłania nas na tyle, że nie myślimy o jego nierealności.

Jak wspomniałem, czekam na kolejną książkę Tomasza i zobaczymy, czy kciuk pójdzie w górę, czy w dół. Jak na razie mocno skłania się ku górze. Trzymam kciuki i polecam na jeden, dwa jesienno-zimowe wieczory.






Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi i Wydawnictwu Novae Res.

Komentarze

pannazuzanna pisze…
Całkiem podobne odczucia do moich po lekturze :) Może nie jest to kopia moich wrażeń, ale z całą pewnością jest to bardzo podobny obraz.