Jarosław Moździoch - Maska Luny

Każdy fan polskiej grozy literackiej powinien był słyszeć o tej książce, bowiem było o niej w pewnym momencie stosunkowo głośno Niezwykle udany debiut literacki zachwycił zarówno krytykę, jak i czytelników. Książka świetnie napisana, z realistycznie nakreślonymi postaciami i trzymająca w napięciu od pierwszej strony... Książka, którą chwali Jarosław Grzędowicz - jeden z bardziej uznanych rodzimych twórców gatunku.
Całość fabuły opiera się na - dość swobodnie interpretowanej - słowiańskiej mitologii i opowiada o tajemniczym odkryciu na polskim stanowisku archeologicznym, mającym szansę dorównać osławionemu Stonehenge, a nawet go przewyższyć. Jednak niepokojące wydarzenia i z pozoru przypadkowe wypadki, jakim ulegają uczestnicy wykopalisk zaczynają niepokoić coraz bardziej uczestników prac. A to dopiero początek szokującej prawdy, z którą przyjdzie  się zmierzyć bohaterom powieści.
"Maska Luny" kojarzy mi się ze "Skarbem w glinianym naczyniu" Kaszyńskiego, z ta różnicą, że brak jej wszelkich niedociągnięć "Skarbu..." Mitologia słowiańska jest tu punktem wyjścia do stosunkowo swobodnej interpretacji motywu matriarchatu i roli kobiet w obrzędowości dawnych kultur (wiedźmy), a zakończenie...
sam nie jestem do końca pewny, czy nie jest jednak przesadzone. Pozostawiam decyzję w tej kwestii czytelnikom - ja waham się nadal, czy pisarza trochę nie poniosła wyobraźnia.
Nie zmienia to faktu, że "Maska Luny" jest jedną z ciekawszych i oryginalniejszych powieści polskiej grozy i z nadzieją czekam na książkę na takim poziomie, obracającą się w tematyce naszej rodzimej, słowiańskiej mitologii.
Polecam każdemu, kto lubi klasyczny horror, słowiańskie demony, wiedźmy i klątwy. Nie powinien się zawieść. Poza tym warto poznać, jako ważny element gatunku.




Na zakończenie zapraszam do lektury wywiadu z autorem Maski Luny", którego przepytywała
Ewa "senmara" Markowska

http://ksiazki.polter.pl/Wywiad-z-Jaroslawem-Mozdziochem-c15197

Komentarze

Paweł Mateja pisze…
Milczenie Moździocha w ostatnich latach to wielka strata dla naszej sceny horroru. Co prawda większość opowiadań w "Chłopcu z aluminiowym kubkiem" była kiepska (a ze dwa rewelacyjne), ale "Maska Luny" przy wszystkich niedociągnięciach debiutu to naprawdę dobra rzecz i ogromnie chciałbym sprawdzić, co jeszcze autor byłby w stanie wyprodukować. Moim zdaniem jedna z najciekawszych rzeczy w rodzimym horrorze.
Anonimowy pisze…
Właśnie... milczy zapewne przytłoczony realiami rynku i wieloma zbyt krytycznymi, w mojej opinii, recenzjami.
Anonimowy pisze…
Autor już nie napisze. Nie żyje.
Anonimowy pisze…
Drugą część Maski Luny Jarek zdążył napisać przed śmiercią. Czytałem ją w "rękopisie", który posiadam. Chcę dodać, że w drugiej części dopiero "poniosła go wyobraźnia". Ale napisał ją w takim stylu jakim ja lubię i w jakim Jarka znałem.
Sławek
A czy w takim razie jestes skłonny udostępnić rękopis do przeczytania? Może nawet udałoby się znaleźć wydawcę?
Anonimowy pisze…
Książka nie jest moja. Rękopis należy do spadkobierców i musiałbym mieć ich zgodę (tak mówią prawnicy). Ale na pewno książka będzie wydana, chociażby w małym (prywatnym) nakładzie, dla jego znajomych i przyjaciół.
Sławek.
Proszę o kontakt na priva - mariuszwojteczek@gmail.com